czwartek, 2 grudnia 2010

Kto stoi za Wikileaks?

Jakiś tydzień temu światem wstrząsnęła sensacja - strona internetowa założona przez australijskiego hakera - Juliana Assagne zamierza opublikować tajne dokumenty kompromitujące Stany Zjednoczone i mogące w efekcie doprowadzić do całkowitego zamrożenia stosunków dyplomatycznych mocarstwa. Pojawia się tutaj pytanie - dzieje się to naprawdę czy ktoś nas robi w balona?
Nie jestem wielkim fanem teorii spiskowych jednak jako osoba znająca jako tako zasady działania internetu uważam tę sprawę za oszustwo na szeroką skalę. Rząd USA miał bowiem wiele możliwości przeciwdziałania tej publikacji. Po pierwsze: na terenie Stanów znajduje się siedziba organizacji ICANN, która w oparciu o pozwolenie ze strony rządu USA przydziela domeny internetowe czy zarządza systememi DNS czy też IPv4, IPv6. Uproszczając ma ona w internecie władzę pozwalającą na wyłączenie takiej strony bez większego problemu. Serwery Wikileaks znajdują się w Szwecji, drugą możliwością jest więc zgłoszenie się rządu USA do władz tegoż państwa z prośbą o pomoc. W grę wchodzi również atak na serwery Wikileaks informatyków na zleceniu armii USA. Sprawie staja się tym bardziej komiczna, że gdy przed upublicznieniem tajnych dokumentów na Wikileaks przypuścili atak hakerzy - właściciel witryny przeniósł ją na serwery należące do amazon.com w...USA!
Wszystko wygląda na to, że wbrew wszystkim podejrzeniom za sensacyjnym wyciekiem mogą stać sami zainteresowani - pytanie jakie się nasuwa to od czego chcą odciągnąć uwagę? A być może to po prostu kolejna teoria spiskowa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz